poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Red sole shoes

Czerwona podeszwa. Znak rozpoznawczy Christiana Louboutina i obiekt westchnień wielu kobiet. Buty dopracowane w każdym detalu, wykonane z najwyższej jakości skór i materiałów. W każdym sezonie pojawia się kilkanaście nowych modeli a marzących właścicielek zdecydowanie więcej. Pojawia się tylko mały problem, chociaż tak naprawdę to duży - cena. Wysoka, nawet bardzo. Najtańszy but kosztuje 425 Euro, co przy średnim kursie waluty w przeliczeniu daje ok. 1 800 zł.


Załóżmy, że udało nam się uzbierać do skarbonki pieniądze na wymarzoną czerwień na podeszwie. Kupujemy, nosimy i modlimy się, by obcas pozostał w całości, żeby nie utknął w kratce przy wejściu do klatki, żeby nosek pozostał w całości i przede wszystkim, żeby czerwień pozostała czerwienią.
Efekt "nienoszonego buta" jest możliwy - ale tylko w przypadku noszenia takiego buta na czerwonym dywanie, bez styczności z chodnikami i asfaltową nawierzchnią.
Te bywają okrutne i bez skrupułów zdzierają nasze cudeńka.

Co wtedy ? Panika, żal, rozpacz, smutek. Szewc w naszym kraju zazwyczaj podbija podeszwy czarnym tworzywem lub skórą, czasami uda się znaleźć taką w odcieniu toffi. O czerwieni często nawet nie słyszał. Zresztą nawet jak taki but zobaczy to nie widzi nic złego w tym, żeby ową czernią przykryć wytartą podeszwę z delikatnie widniejącym logo Louboutin.

Znalazłam sposób na rozwiązanie tego problemu ! Wprawdzie poza granicami naszego kraju, ale czego się nie robi dla ratowania ukochanych czółenek czy platform. "Cudotwórca" rezyduje w Paryżu a od 3 miesięcy również w Londynie. Minuit Moins 7 to zakład szewski z wieloletnią tradycją. Każdy but pozostawiony traktuje się tutaj z najwyższą uwagą i dbałością. Efekty renowacji są niesamowite. W przypadku wielu bestialsko potraktowanych modeli myślałam, że nie da się już nic zrobić. Okazuje się, że dla mistrza nie ma takiej pary, każdą potrafi przywrócić do życia i stan, który otrzymujemy jest stanem porównywalnym do zakupu nowego obuwia w sklepie.



Brzmi jak bajka ? Bajka dopiero się zaczyna, gdy but jest naprawiony ! Jako jedyny zakład szewski właściciel ma prawo do wykorzystywania oryginalnych czerwonych podeszw mistrza Louboutina. Ale nie tylko czerwień dominuje wśród reperowanych butów. Naprawia się wszystko - złamany i pogryziony obcas, startą skórę i uszkodzony nosek. Poniższe zdjęcia same mówią za siebie.

 PRZED
PO

PRZED
PO

PRZED

I teraz najważniejsza wiadomość - buty można wysłać do naprawy do Paryża i Londynu, po ok. 2-3 tygodniach wrócą w stanie idealnym. Ceny naprawy i wymiany zainteresowani znajdą na Fanpagu w informacjach. Wysokie są koszty wysyłki - dlatego dobrze jest mieć znajomych do których można wysłać buty lub przy okazji wizyty w jednym z miast zanieść je samemu.

Sama od wielu lat poszukuję dobrego szewca w Polsce. Nie, nie do czerwonych podeszw :-) Niejeden zepsuł mi już eleganckie buty za grubym spodem, niepasującym kolorem czy złą zelówką. Nie wspomnę już o zacieraniu czarną pastą zdartej czarnej skóry na obcasie. Profanacja !
Jeśli znacie i korzystacie z usług wyjątkowego fachowca znającego się na reperacji butów i traktującego ten zawód z pasją - bardzo proszę o informacje. Z góry dziękuję !



Zdjęcia: materiały prasowe


sobota, 24 sierpnia 2013

Weekly summary fashion campaigns

W każdym sezonie pojawia się coraz więcej świeżych i oryginalnych kampanii reklamowych. Uważnie obserwuję rynek zachodnich marek i muszę przyznać, że wiele z nich ma się czym pochwalić. W Polsce raczej w tą formę reklamy pojedynczy projektanci nie inwestują - jedni nie chcą, bo uważają, że nie muszą, inni nie mają budżetu, a jeszcze inni znajdują 10 dodatkowych powodów, żeby po prostu tego nie robić. Szkoda, chociaż wierzę, że i w tym temacie już niedługo zaczniemy intensywniej się rozwijać. Marki sieciowe radzą sobie coraz lepiej - wystarczy spojrzeć na Simple, Vistulę, Arytona, Tatuum czy Reserved.

Ostatnio obcowałam z kilkoma świetnie przygotowanymi reklamami. Tak naprawdę to w przypadku luksusowych marek i premium ich wizerunki zawsze są bardzo dobrze zrealizowane. Bywają kontrowersyjne, czasami niezrozumiałe, ale w realizacji doskonałe - to wszystko to oczywiście praca najlepszych zespołów ludzi z branży.

ALEXANDER WANG

To przykład kampanii dosłownej - nie tylko mówimy z czego wykonane są ubrania marki, my to także pokazujemy :-) Pokazujemy również, gdzie je nosimy - na ulicy, na co dzień, stąd tło miejsca z intensywnym graffiti.

Marc O' Polo

Marc O'Polo

Jaka powinna być idealna kampania ? Na pewno spójna z wizerunkiem marki. Niemałe znaczenie ma również grupa docelowa do której kierujemy swój produkt. Szczególnie w przypadku twarzy kampanii. Wybór ambasadorów jesiennej odsłony kolekcji marki Marc O'Polo nie był przypadkowy : aktor Jeff Bridges i supermodelka Amber Valetta idealnie oddają jej klasę, wysoką jakość i jednocześnie naturalność. Wszystko zgodnie z filozofią marki, której towarzyszy prosta idea: "Używaj naturalnych materiałów, noś się nonszalancko i daj ludziom swobodę w byciu sobą."




I znowu Wang. Tym razem jako autor projektów dla Balenciagi. Muza nadchodzącego sezonu Kristen McMenamy opowiada historię bardzo prosto i czytelnie z akcentem położonym na produkt. Jest w tym trochę tajemniczości i dużo eleganckiej czerni, która przeważa w kolekcji. 

Interesujących kampanii jest wiele, jednak chwile przyjemności obcowania z nimi będę dawkowała umiarkowanie. Nie bez powodu mówi się, że "Apetyt rośnie w miarę jedzenia"....



Zdjęcia: materiały prasowe

sobota, 17 sierpnia 2013

Fashion faces

Moda miewa różne oblicza. Jak bardzo odmienne miałam okazję przekonać się podczas ostatniego pobytu w Poznaniu.

Tydzień temu w piątek ciekawość i hasło MODA serwowane jako danie główne zaprowadziły mnie na premierę książki „Fashion Book Poland“ przez autorów prezentowaną jako prestiżową encyklopedię rynku mody polskiej. 
O samym projekcie czytałam już kilka miesięcy temu. Jego narodziny początkowo wywołały u mnie sceptyczne nastawienie, głównie ze względu na „haracz“, który należało zapłacić by w niej się znaleźć w towarzystwie znamienitych nazwisk z branży (takie były obietnice pomysłodawców).



Inauguracja albumu miała miejsce w poznańskim klubie SQ. Nie mam rozeznania w tamtejszych klubach i nie miałam w związku z tym żadnych oczekiwań lokalowych. Na miejscu okazało się, że jest to jeden z bardziej znanych lokali rozrywkowych do którego tłumnie przychodzą ludzie spragnieni muzyki tanecznej. Ten wieczór nie różnił się od typowych organizowanych w SQ klubie oprócz możliwości obejrzenia ładnie wydanego katalogu ze zdjęciami osób związanymi z polską branżą modową oraz skonsumowania tortu. Skłamałam – pojawiła się również okazja do zapozowania na tzw.: ściance, fotki z dziubkiem i nie tylko były niejednokrotnie ważniejsze niż sam cel spotkania, bo o nim chyba zapomniano. Szkoda, że organizatorzy nie pokusili się o kilka słów do gości i nie wykorzystali np: wiszących ekranów TV do zaprezentowania sylwetek, które pojawiły się w Fashion Book Poland.

Wejść mógł każdy – jedni mieli zaproszenia, inni kupowali wejściówkę za kwotę 20 zł. Kilku lokalnych projektantów, blogerów, fotografów i modelek rozpoznawalnych z telewizyjnej edycji Top Model stanowiło śmietankę piątkowej dyskoteki. Nie było mi smutno z powodu braku darmowych koreczków czy alkoholu, wręcz przeciwnie – opychający się przekąskami goście to nie jest widok za którym tęsknię. Miksujący DJ-eje, kuso ubrane dziewczęta i pląsający ludzie po parkiecie – tak wyglądałoby skrótowe streszczenie imprezy, która nie różniła się od cotygodniowej klubowej potańcówki. Zmienił się tylko serwowany gadżet, tym razem nie było w promocji alkoholu czy papierosów, organizatorzy dali szansę przybyłym na uzupełnienie swoich półek z książkami nową pozycją z modą w tytule z ceną nieadekwatną do zawartości (szczątki informacji, więcej można znaleźć klikając dwa razy w internecie)  i rynku polskiego ( jedyne 99 zł w dniu imprezy, bez promocji 159 zł).

Cieszę się, że pojawiają się nowe wydarzenia związane z branżą bliską nie tylko memu ciału ale i sercu. Mam tylko prośbę - nie dorabiajmy niepotrzebnej filozofii do imprezy i nie nadużywajmy słowa prestiż i ekskluzywny w miejscu gdzie go nie ma.




Zdjęcie: materiały prasowe 

środa, 31 lipca 2013

Maison Martin Margiela concuers Japan

Co się dzieje w Azji ? Z pewnością dużo, chociaż mnie w tej chwili interesuje rozwijająca się branża modowa, w której ten kontynent zaczyna odgrywać znaczącą rolę. Coraz więcej marek zaczyna dostrzegać i doceniać potencjał rynku azjatyckiego. Pojawiające się luksusowe i oryginalne butiki stały się standardem, którego oczekują wymagający Klienci. A takimi z pewnością są mieszkańcy Chin czy Japonii. Moda jest im coraz bliższa, a zasobne portfele pozwalają na zakupowe szaleństwo częściej niż nam by się marzyło.

Możliwość rozwoju marki, a przede wszystkim zwiększenia sprzedaży w Azji zauważyło już wielu projektantów mody, ostatnio również belgijski wizjoner Maison Martin Margiela. To marka, której nie trzeba przedstawiać - jej obecność na rynku jest wyraźna już od lat 80-tych, a oryginalne formy i materiały towarzyszą każdej kolekcji.


Przez rok we wnętrzach tokijskiego sklepu będzie można zakupić nie tylko ubrania z jego metką, ale również wyjątkowe akcesoria, meble oraz inne przedmioty użytku domowego. Wnętrza sklepu i jego aranżacja idealnie komponują się z oczywistym stylem projektanta. Połysk lub mat, stonowana kolorystyka i formy doskonale prezentujące produkty Margieli. Jestem pod wielkim wrażeniem i jednocześnie marzę by chociaż na chwilę móc zobaczyć to wszystko na żywo (od rana miejscówka byłaby moja :-)








Zdjęcia: materiały prasowe marki

środa, 19 czerwca 2013

Tom Ford Campaign - AW 13

Marketingowych narzędzi ułatwiających obecność na rynku, rozpoznawalność i komunikację z klientem jest wiele. Jednym z nich jest kampania reklamowa. Zauważyłam, że w tym obszarze jest coraz lepiej, zarówno agencje reklamowe jak i fotografowie dbają o wysoki poziom artystyczny projektu. Na rodzimym rynku niewiele się jeszcze inwestuje w taką odsłonę marki, za to światowa moda nie ma czasu na odpoczynek i co chwilę dzieli się z nami nie tylko perełkami, ale prawdziwymi perłami.

Jak pokazać produkt, by stał się on produktem naszych marzeń ? Postawić na kontrowersyjny obraz, czy raczej zachowawczy ton ? Z odpowiedziami na te i inne pytania problemu nie ma Tom Ford - projektant i wizjoner najwyższej klasy. Jego kampanie nawet bez podpisu z łatwością rozpoznałby każdy entuzjasta mody i znawca rynku reklam. Kluczem do sukcesu jest "ubranie uszyte na miarę". Segment luksusowy i jego odbiorca jest bardzo wymagający - o czym dobrze wie Tom. Jego przekaz jest bardzo czytelny - w moich rzeczach poczujesz się wyjątkowo i seksownie, ale nie wyzywająco. Najlepsze modelki i modele kuszą nas magnetycznym spojrzeniem i delikatną erotyką. Wszystko ze smakiem i klasą. Odsłonięte ciało nie budzi naszego sprzeciwu, a mocny makijaż nie jest odbierany jako wulgarny.





Najnowsza kampania akcesoriów i ubrań z metką Toma została sfotografowana przez samego autora. Piękne i nienachalne zdjęcia udowadniają, że jest on człowiekiem wielu talentów. Zmysłowe pozy, umiejętnie zestawione projekty i kolorowa wersja "smokey eyes"idealnie oddają charakter całej kolekcji. Kobiecą modę prezentują Gemma Aicha Refoufi, Herieth Paul, Soo Joo i piękna Zuzanna Bijoch, do drużyny męskiej zaangażowano Juana Bettancourt, Oli Tylera i Conrada Bromfieda.






O ubraniach Toma ze względu na ich cenę mogę tylko pomarzyć, bardziej realny jest zakup okularów. Co sezon projektant prezentuje kilkanaście modeli z których większość z przyjemnością widziałabym na swoim nosie. Korekcyjne, duże czarne kwadraty to mój faworyt !


Zdjęcia: materiały prasowe

sobota, 18 maja 2013

Silesia Fashion - second edition


Zaczyna nam przybywać imprez z modą w nazwie. Odbywają się w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i innych większych miastach. Organizatorzy nie tylko dbają o strefę miłą dla oka, ale również o obszar rozwojowy udostępniając warsztaty, wykłady i wystawy. Oczywiście ilość nie zawsze idzie w parze z jakością (nie jest to łatwy związek), ale tą materię weryfikuje już sam rynek.

Miniona sobota i niedziela upłynęła na Śląsku w towarzystwie wielu zdarzeń, jednak to moda i jej odsłony miały największy oddźwięk. "Moda na Śląsk" - bo o tej imprezie mowa obchodziła swoje drugie urodziny. Poprzeczkę wydarzeniu jeszcze pachnącemu młodością i nowością jego pomysłodawczyni i organizatorka Ilona Kanclerz umieściła wysoko.

Do weekendowego duetu dołączył poniedziałek inaugurujący Europejski Kongres Gospodarczy. Co gospodarka i ekonomia z modą mają wspólnego ? Nie tylko pieniądze, ale również biznesmenów interesujących się piękną oprawą o czym świadczyła ich obecność na wieczornej gali.



Podczas inauguracji projektu w Zabrzu można było zapoznać się z efektami warsztatów studentów i pedagogów dwóch śląskich uczelni. Niedziela obfitowała w słowo mówione. Jagoda Komorowska zapoznała słuchaczy z retrospektywą 100 najważniejszych lat wielkiego krawiectwa, a Michał Zaczyński podpowiedział jak kreować swój wizerunek i dobrze współpracować z mediami. Organizatorzy nie zapomnieli również o atrakcjach dla młodszych wielbicieli konfekcji. Kreatywne warsztaty z projektowania cieszyły się dużym zainteresowaniem.

Ostatni dzień imprezy był jednocześnie dniem w którym pokazy odgrywały główną rolę. "Who now, who's next ?" to osiem kolekcji pokazujących światowe trendy w modzie śląskich projektantów prezentowanych w wyjątkowej scenerii Starego Dworca w Katowicach. Szkoda, że w tak niewielkim stopniu wykorzystuje się ten obiekt do różnego rodzaju imprez - ten klimat i przestrzenie aż się proszą o częstszą eksploatację.

 Sylwia Kasela
Małgorzata Salamon
Olga Pokrywka
Adrian Kurowski
Aga Paul

Kto i co pokazywał ? Agnieszka Warsz kolekcję "Geo" inspirowaną figurami geometrycznymi. Magda Pogorzelska w swoich modelach przemyciła kosmiczne wizje, a Sylwia Kasela umiejętność eksperymentowania z tkaniną. Adrian Kurowski opowiedział przybyłym gościom o swoim mariażu ze Zdzisławem Beksińskim, a Małgorzata Salamon powróciła do lat 60-tych i 70-tych. Projektantka Olga Pokrywka kolekcją "La Loba" opowiedziała za pomocą jedwabiu, muślinu i innych tkanin o kobiecie znającej swoje potrzeby i pragnienia, a Paulina Mieczkowska przeniosła do krainy mrocznego gotyku. Pokazy zakończyła marka Aga Paul propozycją na najbliższy sezon - jesień/zima 2013/2014. 

Ciekawe pomysły i inspiracje to w modzie jednak nie wszystko. Niewielka ilość sylwetek - ok. 6-8 w propozycji jednego projektanta oraz nie zawsze dobrej jakości dobrane tkaniny i bielizna odsłoniły pewne braki. W mojej opinii nawet gdy nie ma wyszukanej formy - porządna tkanina obroni kolekcję. Jeśli nie stać nas na drogie materiały - pracujemy nad kształtem sylwetek tak by to właśnie one odwróciły uwagę od materii z której zostały wykonane. W przypadku niektórych kolekcji nie było ani formy, ani materiału.....

Popołudniowy czas uatrakcyjniły zmagania uczestników konkursu dla projektantów i trendseterów. Liczyła się kreatywność, innowacyjność i indywidualny charakter kolekcji oraz stylizacji wynikających z miejskiej inspiracji. 

Oczekiwana przez wszystkich gala wieńcząca to całe modowe przedsięwzięcie przyciągnęła osoby ze środowisk akademickich, biznesu, mediów i mody oczywiście. Uroczystość prowadzona przez prezenterów lokalnej telewizji TVS upłynęła w atmosferze 3 finałowych kolekcji śląskich projektantek z przerywnikami w formie muzycznych epizodów autorstwa zespołu BRO i wokalistki jazzowej Karo Glazer.


Dominika Maniek jako pierwsza zaprezentowała projekty Imago skierowane do kobiet ceniących sobie wygodne tkaniny, zwiewne szyfony, satyny i tafty. Wykorzystane grafiki autorstwa Kaji Renkas wykonane zostały tradycyjną metodą serigrafii co dało efekt idealnego zespolenia z tkaniną. Jak mówi Dominika "głównym jej celem jest promowanie stylu bez konsekwencji, który pozwoli uwolnić się od pogoni za modą i stać się jedyną właścicielką własnego wizerunku".


Anna Drabczyńska uważa, że każda kobieta jest piękna, tylko musi odnaleźć swój indywidualny styl. Mankiety jako forma biżuterii, kieszenie i dodatki wielkości XXL, żaboty oraz widoczna obecność zamków to główne elementy pokazanej kolekcji. Kobiece sylwetki odsłaniały lub przysłaniały tkaniny w odcieniach czerwieni, szarości, czerni i bieli. 


Ilona Kanclerz nie tylko organizowała to 3-dniowe wydarzenie, ale również prezentowała na zakończenie wieczoru autorską kolekcję. Inspiracji można się doszukiwać w śląskim stroju i jego świeżym, nowoczesnym wydaniu. Czerń i biel dominowała w przedstawionych sukienkach, tiulowych spódnicach czy koszulach zestawionych ze spodniami. Charakterystyczną ozdobą w kolekcji był pojawiający się nadruk paproci oraz wykorzystane detale w postaci biżuterii pracowni BRO.KAT oraz brokatowych czółenek.


W tym całym blichtrze, świetle jupiterów i znamienitych gości zabrakło mi propozycji dla przybyłych biznesmenów będących uczestnikami Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Z pewnością zainteresowanie męską garderobą byłoby równie wysokie co kobiecymi wdziękami prezentowanymi przez obecne na wybiegu modelki.

Organizatorzy zapowiadają prace nad kolejną edycją, a ja z nieukrywanym zainteresowaniem czekam na jej odsłonę, nowe pomysły i odkrycia przyszłych krawców na Śląsku.


Zdjęcia: materiały własne, fanpage Modny Śląsk

wtorek, 14 maja 2013

8th edition of the Fashion Week in Łódź - Summary


WSPOMNIEŃ CZAR Przewrotnie koniec będzie początkiem moich relacji/spostrzeżeń z minionej edycji Fashion Week-u (vel. Fashion Week-a) w Łodzi. Emocje już ostygły, wspomnienia i wrażenia pozostały. Dwa razy w roku czekam z niecierpliwością na to jedno z największych wydarzeń modowych w Polsce. Czar pokazów, kilkadziesiąt kolekcji zapowiadających zbliżający się sezon - to wszystko brzmi zachęcająco. Czar prysł po ogłoszeniu listy projektantów i marek zapowiadających swoją obecność w Łodzi. Wielu nazwisk zabrakło, chociaż tak naprawdę to nikt nie obiecywał, że będą zawsze. Jakub Pieczarkowski, Maldoror, Joanna Startek, Polygon, Monika Błażusiak - w poczuciu ich absencji nie pozostałam osamotniona. Zabrakło im czasu, pomysłu, sensu pokazania się na polskim Fashion Week-u, a może to szanowna Rada Programowa nie znalazła w ich propozycjach niczego odkrywczego i wartego objawienia ? Do dzisiaj niektóre z tych pytań zostały bez odpowiedzi. Oczywiście pozostała "stała ekipa" na czele z MMC, Michałem Szulcem, Agatą Wojtkiewicz, Nenukko czy Wiolą Wołczyńską. Nazwiska, które mają być przysłowiowym "lepem na muchy". Nie zaprzeczam -  są, ale na 4 dni pokazów to zdecydowanie za mało. Nie narzekam - pojawiło się wiele "nowych twarzy", które wspominam z uśmiechem na twarzy. Sprawdzone marki nie zawiodły, ale były też takie, których więcej życzyłabym sobie nie widzieć. Wyjeżdżając w niedzielę konkluzję miałam jedną - Łódź dostała embargo na polską modę, a raczej to my, jej odbiorcy je otrzymaliśmy. Mam świadomość, że moda powinna się sprzedać - ale czy pojawiające się legginsy, tuniki, t-shirty oznaczają, że jako społeczeństwo tylko taką odzieżą jesteśmy zainteresowani ?

ORGANIZACJA  Zdecydowanie lepsza, co bardzo cieszy. Entourage głównego wejścia robiło wrażenie i sprawdzało się w sprawnym poruszaniu. Trzy osobne wejścia, powiększona strefa kulinarna i więcej showroomów. Nowością było przeniesienie pokazów ze strefy OFF do Powszechnego Domu Kredytowego. W swojej naiwności nie sprawdziłam wcześniej gdzie ten cały przybytek się znajduje i myślałam, że dotrę tam na piechotę. Oczywiście można, ale pół godziny na obcasach nie było szczytem moich marzeń :-) Budynek jest przepiękny, z wysokimi sufitami i malowniczymi ścianami. Organizatorzy zapomnieli jednak w tym wszystkim o jednej istotnej cesze, którą powinno posiadać miejsce pokazowe - pokaźny metraż, którego zdecydowanie w tym przypadku zabrakło. I nie chodzi tutaj o miejsca siedzące, problem był z miejscami stojącymi, których szczególny brak odczuwalny był w sobotnie popołudnie. Złość, niezrozumienie, oburzenie - to tylko niektóre z emocji towarzyszących mi w tamtym dniu kiedy okazało się, że nie będzie mi dane obejrzenie nawet jednego pokazu... Przymknęłabym oko na te niedogodności mając opcję śledzenia show na ekranie wystawionego tv czy innego urządzenia. Alternatyw zabrakło, a szkoda... Nie wiem czy nowa lokalizacja ma być ta docelową - jeśli tak, to już od razu mogę zaplanować oglądanie OFF-owych pokazów na ekranie swojego komputera. Bez stresu, ścisku i oddechu na karku.


SHOWROOMY  Większość wystawców miałam okazję obejrzeć zarówno z daleka jak i bliska. W minionej edycji produktów i stoisk pojawiło się jeszcze więcej, co oczywiście cieszy. Ciuszki dla dorosłych i dzieci, biżuteria, obrazy. Obecność szkół artystycznych, standów sponsorów oraz partnerów to część obowiązkowa, ale równie przyjemna dla oka. Muszę przyznać, że wiele z boksów zadanie domowe z wizualnej części odrobiło na piątkę z plusem !

POKAZY Kilkadziesiąt odsłon to nadal wiele, chociaż zdecydowanie mniej niż podczas październikowej edycji. "Kwiaty zwiędły, ręce opadły" - taki komentarz nie raz, nie dwa pojawiał się zarówno na OFF-ach jak i w "Alei zasłużonych". Z tym zasłużeniem to w przypadku kilku marek zdecydowana pomyłka. Optuję i głośno popieram pomysł Ewy Kosz, by ujawniać kto dostał się ze względu na wybór Rady Programowej, a kto po prostu zapłacił. Niejednokrotnie zastanawiałam się jak to możliwe, że tak słaba kolekcja ma możliwość pokazania się przed tak dużym gremium. Przypadek, chwilowe zamroczenie RP czy właściwa ilość zer przelana na konto organizatora ?
O wrażenia z kilku wyjątkowych pokazów pokuszę się w odrębnym poście.

KOLOROWE PTAKI i INNE ZWIERZAKI Były, są i będą. Taki to już urok polskiego FW. Na każdej imprezie mam swoich "faworytów". Tym razem miejsce na najwyższym podium zajęli ex aequo: człowiek disco i nowotwór vel. lodziarz. Doceniam pomysłowość, w tym przypadku efekt zwrócenia uwagi został z pewnością osiągnięty, ale czy właśnie o taką uwagę autorom chodziło ?! Standardowo pojawił się Marcus z uroczym pieskiem, nie omieszkała swojego małego przyjaciela zabrać celebrytka o imieniu Edyta i nazwisku Herbuś. Mój uśmiech przesyłam Pani Katarzynie Świeżak. Ukłony za dystans i białego "Cezara" :-)


ZNAJOMOŚCI i OSOBOWOŚCI Fashion Week lubię bardzo i cenię za możliwość obcowania z mądrymi i wrażliwymi ludźmi. Komentarze podczas pokazów, wymiana poglądów w PRess Roomie czy podczas szybkiego lunchu bywają cenniejsze niż niejeden obejrzany przeze mnie pokaz. Nowe znajomości, zacieśnienie starych, przebywanie z osobami o podobnym flow - to piękne chwile, które zawsze miło wspominam i na które z utęsknieniem czekam.



Pięć miesięcy - tylko a może aż tyle czasu zostało do kolejnej edycji łódzkiej imprezy. Freddy Mercury pięknie śpiewał w jednej ze swoich piosenek "The Show Must Go On" ! Zdecydowanie go, ale do przodu - rozkrok to niewygodna pozycja....


Zdjęcia: materiały własne